Aby móc jeździć samochodem, lub jakimkolwiek innym pojazdem, należy uzyskać prawo jazdy. Taki kartonik daje nam tylko i wyłącznie prawo do poruszania się/kierowania pojazdem po drogach publicznych. To jest jedyne prawo jakie uzyskujemy odbierając upragniony dokument w wydziale komunikacji.
Znacznie bardziej, od tegoż prawa, obwarowany jest obowiązkami, zakazami, nakazami i różnego rodzaju regulacjami, ujętymi w ramy, jakim jest "Prawo o ruchu drogowym" i nakazuje nam trzymać się tych zasad oraz nie wykraczać poza określone ramy. Nie mam na myśli samej techniki jazdy, bo tej każdy uczy się sam. Początkowo pod okiem instruktora, a później, już jako samodzielny kierowca, doskonali ją w miarę czasu i przebytych kilometrów.
Chodzi mi o coś innego. Mianowicie, dobrze jeździć nie znaczy umiejętnie kręcić kierownicą i mieć dobrze opanowaną technikę jazdy.
Nawet ktoś, kto jest dobry na torze wyścigowym, wcale nie musi być dobrym kierowcą na publicznej drodze (choć przeważnie jest). Samo kierowanie jest proste. Sprowadza się do umiejętności prowadzenia pojazdu, przestrzeganiu przepisów i na MYŚLENIU w czasie jazdy. To wszystko.
O ile techniki jazdy jakoś tam nauczą na kursie, przepisów również, to o myślenie trzeba zadbać samemu. W czasie kilkutygodniowego kursu nie da się przeanalizować przeróżnych sytuacji drogowych, które mogą się zdarzyć i nas zaskoczyć. Do tego dochodzi się poprzez praktykę.
Większość z nas, kierowców pierwsze swoje samodzielne jazdy odbywała trochę z obawą, czy damy sobie radę w ruchu sami, kiedy nie ma obok nas instruktora i nie ma nikogo, kto by podpowiedział nam w razie niepewnej sytuacji. Ale po pewnym czasie, jedni szybciej inni później, po przejechaniu bez większych problemów x-kilometrów, nabieramy pewności siebie i coraz śmielej pozwalamy sobie na drodze.
Gorzej, jeśli za bardzo ufamy w swoje umiejętności i uważamy, że już jesteśmy na tyle dobrzy, że możemy sobie pozwolić na więcej, a inni to kiepscy szoferzy, którzy często przeszkadzają nam, a to wlokąc się, a to jadą nie tak jak trzeba. Dochodzimy wtedy do wniosku, że takim zawalidrogom należy dać nauczkę, pokazać jak się jeździ i kto rządzi na drodze. I tu powinno włączyć się myślenie.
Samochód to fajna zabawka i kierowanie nim może dać dużo przyjemności, ale też niebezpieczna zabawka. Jazdę samochodem można porównać z zabawą naładowaną i odbezpieczoną bronią. Umiejętne i rozsądne posługiwanie się i jednym i drugim, może dać sporo satysfakcji, ale czasami niewielki błąd może okazać się tragiczny w skutkach.
Prowadzenie w realu, to nie gra komputerowa, gdzie w razie niepowodzenia wciskamy "reset" i jedziemy dalej. W realnym świecie taki błąd to szpital albo kaplica. Nie dość, że dla nas, to bardzo często też dla innych.W najlepszym przypadku trzepnięcie nas po kieszeni.
Więc odbierając ten upragniony dokument, zastanówmy się czy jesteśmy gotowi na korzystanie z niego ze spokojnym sumieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz