niedziela, 10 lutego 2013

Czy zjeżdżać na pobocze?

Czy zjeżdżanie na pobocze, w celu ułatwienia komuś wyprzedzenia nas, jest dozwolone i bezpieczne? Na to pytanie wielu odpowie, że tak. To przejaw kultury jazdy, a człowiek kulturalny stara się pomóc, ułatwić coś, ustąpić, gdy widzi kogoś w potrzebie. A w potrzebie jest ten, co szybciej jedzie, a szybciej jedzie, bo mu się śpieszy, a śpieszy się, bo ma coś ważnego do załatwienia i chce zdążyć na czas. Takie zjeżdżanie przyczynia się do płynności ruchu, a tym samym do zmniejszenia korków i zatorów na drodze.

No dobrze, ale czy płynność ruchu i tzw. kultura ma stać wyżej, niż bezpieczeństwo?



Na tym nagraniu widać, jak niebezpieczne może być takie zachowanie. Ktoś powie, że nic się nie stało. No właśnie, tutaj nic się jeszcze nie stało, ale mogłoby.


 Kiedyś myślałem podobnie. Zjechać, ustąpić. Jak ktoś jest szybszy ode mnie, niech jedzie. I odwrotnie, chcę jechać szybciej, przepuść mnie. Jednak kilka, dość niebezpiecznych sytuacji, wyleczyło mnie z tego i teraz staram się nie zjeżdżać na pobocze i nie korzystać z tego w sytuacjach wątpliwych.

 Przede wszystkim, że utwardzone pobocza nie były robione z zamiarem poszerzenia jezdni dla samochodów. Owszem, jezdnia zrobiła się szersza, ale pasy przeznaczone dla pojazdów samochodowych pozostały takiej samej szerokości, a pobocze oddzielone linią krawędziową, może być wykorzystane tylko w sytuacji awaryjnej dla samochodu. Poboczem mogą, a właściwie powinni, poruszać się piesi, rowerzyści i motorowerzyści, pojazdy zaprzęgowe i wolnobieżne. Poza tym, takie zjeżdżanie zachęca, a wręcz prowokuje do wyprzedzania i to bardzo często w miejscach lub sytuacjach niebezpiecznych, a nawet w niedozwolonych. Wielu kierowców widząc za sobą szybsze auto, decyduje się zjechać i przepuścić je nie zważając, że jest linia ciągła lub  naprzeciwko jadący samochód. Wydaje im się, że są uprzejmi, a czy pomyśleli co myśli o nich ten z naprzeciwka? Czy są pewni, że na przeciwległym poboczu nie było żadnej przeszkody, która zmusiłaby tego z naprzeciwka do hamowania przed nią? A co, jeśli ten z naprzeciwka zjeżdżając też na pobocze da sygnał jadącemu za nim - 'Wyprzedzaj".
 Pewnie narażę się tym, co lubią jechać szybciej i nie znoszą "zawalidrogów", ale wierzcie mi, że wyprzedzanie jest niebezpiecznym manewrem i wykonanie jego musi być w stuprocentowej, pewnej sytuacji.

1. Droga karajowa z utwardzonymi poboczami. Ruch w zasadzie niewielki, więc jest pokusa na szybszą jazdę. Dochodzę do ciężarowki ( pot. tira) jadącej trochę poniżej dozwolonych 90 km/h. Z braku sprzyjających warunków, zmuszony jestem zwolnić i jechać za nią przez jakiś czas. I wreszcie, po kilkunastu minutach, gdy długa prosta i brak pojazdów z naprzeciwka, dają gwarancję bezpiecznego manewru, decydyję się na wyprzedzenie. Co prawda w pewnej odległości z naprzeciwka jedzie samochód (też ciężarowy, ale mniejszy), ale znając możliwości swego auta i swoje, uznaję, że z powodzeniem wykonam bezpiecznie manewr. Za mną nie ma nikogo, więc kierunkowskaz, zjazd na przeciwległy pas i przyspieszam. Gdy jestem na wysokości tylnych osi naczepy, ten z naprzeciwka zjeżdża na pobocze. Przez myśl mi przeleciało, że jakiś ostrożny boi się, że nie dam rady, chociaż odległość była aż za nadto wystarczająca. Pomyliłem się. Oto zza tej ciężarówki wyskakuje jak pocisk armatni osobówka i wali środkiem prosto na mnie. Odległość od niego raptownie maleje. Kierowca, zorientowawszy się w sytuacji, dał z silnika wszystko, . Ja niestety, ferrari nie jechałem, mogłem liczyć tylko albo na otarcie się z tym samochodem, albo na zbawienne zjechanie na bok tira. Namysłu nie było wiele, dałem po hamulcach i schowałem się z powrotem za ciężarówkę. Prawie w tym samym czasie przemknął osobowy, a dopiero za chwilę ciężarówka z naprzeciwka. Gdyby ten ciężarowy naprzeciw nie zjechał na pobocze, pewnie osobowy nie skusiłby się na wyprzedzanie jej, a ja spokojnie bym wyprzedził.

2. Ta sama droga tylko czas i miejsce inne. Dłuższy podjazd i zakręty. Wiadomo, ciągłe podwójne. Minąwszy tablicę "Koniec obszaru zabudowanego" przyspieszam do prędkości dozwolonej +. Widzę w lusterku szybko zbliżający się samochód, który za moment siadł mi na zderzaku i trzyma się go jak rzep. Na razie nie ma możliwości na wyprzedzenie mnie, więc tak, prawie w moim kufrze, jedzie kilkaset metrów. Wreszcie są dogodne warunki, linie się skończyły, z naprzeciwka nic nie ma. Chwilę tak czekam, że mnie wyprzedzi, a on nadal trzyma się mnie i nic. Nie lubię jak ktoś mnie napiera, więc daję mu drogę zjażdżając na pobocze. Dopiero wtedy przyspieszył i wyprzedził, a ja z powrotem wjechałem na swój pas. Nagle widzę jego światła STOP i lewy kierunek. Przypominam, że prędkość była 90+, a ja może zbyt wcześnie powróciłem na pas. Tylko, jeszcze jako taki, refleks uchronił mnie od przywalenia mu w kufer.
 Co z tego wynika? Niepotrzebnie zjeżdżałem. On niepotrzebnie wyprzedzał, skoro i tak miał zamiar zaraz skręcić. Niepotrzebnie siedział mi na zderzaku, sugerując, że chce mnie wyprzedzić, a ja, być może za wcześnie powróciłem na swój pas. Czyli 2:2.

 Teraz nie zjeżdżam. Powiem więcej, nie korzystam z takiego zaproszenia, jeżeli sytuacja jest, choćby cokolwiek niejasna. I nie mam do nikogo pretensji, że jadąc wolniej ode mnie, przyblokuje mnie na pewien czas. I tak, prędzej czy później, trafi się okazja do wyprzedzenia, a sama myśl, że nie stworzyło się jakiegokolwiek zagrożenia, jest cenniejsza niż bezpieczeństwo swoje i innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz